Home / Blog Waja / #004 Część Czwarta : Po wylądowaniu na Zanzibarze

#004 Część Czwarta : Po wylądowaniu na Zanzibarze

Tanzania, wyspa Zanzibar.

Po wylądowaniu na Zanzibarze i opłaceniu wizy na 90 dni w cenie 50$, taxi z lotniska zawiozła mnie na Czarny Diament, który stał na kotwicy niedaleko Pałacu Sułtana. Po drodze pierwsze zaskoczenie wywołała u mnie grupa nieumundurowanych młodzieńców z karabinami, którzy szli sobie nienerwowo ulicą, no i ten upał. Znalazłem się w innym Świecie…

Moje pierwsze wrażenie po spotkaniu z Kapitanem było jak najbardziej pozytywne. Super gość, otwarty, uśmiechnięty i z poczuciem humoru. Jego załogant Paweł, który przypłynął na Czarnym z Australii od samego początku stał się moją bratnią duszą. Szkoda, że Paweł niedługo kończył swój czteromiesięczny rejs na Czarnym. Sam jacht wydawał się solidny choć pozbawiony wygód do jakich przywykłem na bałtyckich czy chorwackich czarterach.
  Wręczyłem Kapitanowi nasz wspólnie przygotowany prezent. Pieczęć, razem z wykonaną przez forumowego JacA szkatułką, przypadła szefowi do gustu. Pierwszy stempel ozdobił notesik syna mojego przyjaciela. W tym notesiku mam zbierać stemple z kolejnych odwiedzanych portów.
Pierwszy stempel dla Marcinka, syna mojego przyjaciela.
  Pierwsze kilka dni znosiłem w tropikach dosyć ciężko.
Upał i duża wilgotność najbardziej dawały się we znaki. Nie mogłem także przyzwyczaić się do natarczywości tubylców. Pewnego razu na spacerze, podszedł do mnie rodowity Zanzibarczyk, zagadując szedł ze mną kilkaset metrów ulicami Stone Town. Rozmowa była miła, na końcu stwierdził, że należy mu się zapłata za dotrzymywanie mi towarzystwa. Kupiłem mu colę i udało mi się go spławić. Podobne sytuacje zdarzały się nam na każdym kroku, w końcu przywykłem.
  Zakupy w Afryce to nie lada wyzwanie dla europejczyka, który wpadł tu ze środka zimy. W temperaturze ponad trzydziestu stopni nie jest to ani łatwe ani przyjemne. W marketach ceny są wysokie, a na targu kiepskiej jakości lecz trochę tańsze. Zakupy robimy wspólnie z Kapitanem, następnie transportujemy je na Czarnego uzupełniając sukcesywnie naszą jachtową spiżarnię. Poniższa fotografia przedstawia zielone pomarańcze. Najsmaczniejsze jakie jadłem.
  Mijają kolejne dni, niebawem opuścimy Zanzibar kierując się na południe, do Dar es Salaam, dawnej stolicy Tanzanii. Spędzimy tam prawie trzy tygodnie w oczekiwaniu na nową załogę, która ma dotrzeć w pierwszym tygodniu stycznia.
Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia rzucamy kotwicę w okolicy ekskluzywnego jak na tutejsze standardy jacht clubu w Dar es Salaam. Dla Kapitana jest to sentymentalne miejsce. Przed laty wyprawiał tu wesele swojego syna. Niektórzy pracownicy jeszcze pamiętają to wydarzenie.
  W cenie 85$ + kaucja możemy stać na kotwicy przez najbliższe trzy tygodnie. Kotwiczymy kilkaset metrów od brzegu. W usługę klubową jest wliczony transport dinghy, którą możemy wzywać przez ukf-kę 24 godziny na dobę. Jak się później okazało, często korzystaliśmy z opcji powrotów bardzo porannych lub późno nocnych…

Dla zaburzenia wyobraźni i dla tych co na żeglowaniu mniej się znają przygotowałem film.

 Po wylądowaniu na Zanzibarze
Ulubione linki :
Obrazek główny
Gdyby spodobał Ci się ten post, będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz go w którymś ze swoich mediów społecznościowych , dopisując kilka słów od siebie lub wpisując poniższy tekst :
Po wylądowaniu na Zanzibarze

About Paweł Wajman

Jestem filmującym fotografem, długie i dalekie podróże za przysłowiowy grosz, to jest coś co kręci mnie najbardziej. Wyzwania żeglarskie i rowerowe od pewnego czasu stały się moim powołaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *